• Oburzenie na drakońską ustawę pisaną pod dyktando niemieckich koncernów samochodowych przerodziło się w szeroki protest przeciwko rządom Viktora Orbana. Po raz pierwszy od lat opozycja idzie razem, od lewicy po nacjonalistów. Według rządu to pucz na zlecenie Sorosa.Oburzenie na drakońską ustawę pisaną pod dyktando niemieckich koncernów samochodowych przerodziło się w szeroki protest przeciwko rządom Viktora Orbana. Już wtedy przewodniczący Zgromadzenia Narodowego Laszlo Kover porównywał działania opozycji do "puczu". Ale to był dopiero początek, bo równolegle zaczęły się wielotysięczne protesty, które z każdym dniem tylko przybierały na sile. I z demonstracji przeciwko "ustawie niewolniczej" przekształciły się w szeroki protest przeciwko władzy, jej korupcji i autorytarnym zapędom Viktora Orbana. W niedzielę przeniosły się z placu Kossutha pod siedzibę telewizji publicznej MTV, gdzie posłowie i europosłowie partii opozycyjnych weszli, aby przedstawić pięć postulatów: 1) odwołanie "ustawy niewolniczej", 2) lepsze warunki pracy dla policji, 3) niezależne sądownictwo, 4) wolne media oraz 5) przystąpienie Węgier do Prokuratury Europejskiej, aby ukrócić korupcję.Zarówno Pardavi, jak i inni komentatorzy zwracają uwagę, że choć za rządów Viktora Orbana zdarzały się już bardziej liczne protesty - np. przeciw podatkowi internetowemu w 2014 roku - obecne demonstracje są wyjątkowe. I potencjalnie przełomowe. W Budapeszcie ramię w ramię maszerują lewicowcy z LMP, socjaliści czy nacjonaliści z Jobbiku. Razem skandują antyrządowe hasła i wykrzykują hasła odwołujące się do wiosny ludów i powstania z 1848 roku.

    - Zarówno na ulicy, jak i w mediach społecznościowych widać dawno niewidzianą energię, ludzie mówią, że "w końcu mamy jakąś opozycję" - mówi WP Szabolcs Panyi, dziennikarz śledczego portalu Direkt36.

    - To pierwszy raz, kiedy wszystkie partie opozycyjne, związki zawodowe i organizacje pozarządowe są zgodne co do żądań i celów protestu. "Ustawa niewolnicza" dotyczy więcej ludzi w bardziej bezpośredni sposób, niż jakakolwiek inna ustawa, która była powodem protestów - ocenia Andras Toth-Czifra, przepychanie kanalizacji Grodzisk analityk European Stability Initiative, europejskiego think-tanku. Jak zauważa w rozmowie z WP, to ustawa o nadgodzinach okazała się głównym zapłonem budapesztańskich protestów, choć tego samego dnia Zgromadzenie Narodowe przyjęło w jego ocenie bardziej szkodliwe prawo: ustawę o Naczelnym Trybunale Administracyjnym, tworzącej całkowicie nowy sąd podległy bezpośrednio ministrowi sprawiedliwości.


  • Commentaires

    Aucun commentaire pour le moment

    Suivre le flux RSS des commentaires


    Ajouter un commentaire

    Nom / Pseudo :

    E-mail (facultatif) :

    Site Web (facultatif) :

    Commentaire :